Kiedy większość osób myśli o targach perfum, wyobraża sobie setki flakonów ustawionych na stoiskach, premiery nowych zapachów i poszukiwanie kolejnych marek do sprzedaży. Dla mnie Esxence w Mediolanie to coś znacznie więcej. To miejsce, w którym przez kilka dni spotykają się ludzie, którzy od lat żyją tym samym światem. Twórcy marek, właściciele perfumerii, dystrybutorzy, edukatorzy i pasjonaci zapachu. Ludzie, którzy wierzą, że perfumy nie są jedynie produktem, ale emocją, wspomnieniem i doświadczeniem.
Właśnie dlatego co roku wracam do Mediolanu.
Przez ostatnie lata miałam przyjemność rozpocząć współpracę z wieloma niezwykłymi markami. Na co dzień rozmawiamy mailowo, przez komunikatory, spotykamy się online. Jednak nic nie zastąpi rozmowy przy filiżance kawy, spontanicznego śmiechu czy wymiany spostrzeżeń twarzą w twarz. To właśnie podczas takich spotkań dzieje się najwięcej. Rozmawiamy o tym, jak klienci odbierają zapachy. Które kompozycje podbijają serca. Jak perfumy zachowują się na skórze. Czego poszukują współcześni miłośnicy perfum. Jakie potrzeby obserwuję każdego dnia w naszej perfumerii.
To niezwykle cenna wymiana doświadczeń.
Ja wracam do domu z nowymi pomysłami, inspiracjami i obserwacjami, które mogę wdrożyć w Sillage. Moi partnerzy biznesowi otrzymują natomiast bezcenny głos klientów z Polski — ich oczekiwania, potrzeby oraz sugestie dotyczące przyszłych produktów.
Dlatego targi Esxence nigdy nie są dla mnie zwykłym spacerem między stoiskami.
To żywy dialog pomiędzy twórcami zapachów a ludźmi, którzy każdego dnia pomagają klientom odnaleźć ich idealne perfumy.
A tegoroczna edycja była pod tym względem wyjątkowa.
Bo choć na targach prezentuje się ponad dwieście marek, wracam zazwyczaj z jedną myślą: znaleźć coś, co poruszy mnie naprawdę.
Coś, czego nie będę mogła przestać nosić.
Coś, co sprawi, że będę chciała natychmiast podzielić się tym odkryciem z klientami.
I tym razem dokładnie tak się stało. Wróciłam zakochana. Znalazłam trzy marki, które już teraz skradły moje serce. To bardzo dużo, ponieważ rzadko zdarza się, aby podczas jednej edycji targów aż tyle premier wzbudziło we mnie tak silne emocje. Od dnia powrotu noszę te zapachy codziennie. Testuję je na sobie. Psikam nimi rodzinę. Obserwuję reakcje. Analizuję rozwój kompozycji. Już planuję pierwsze zamówienia i zastanawiam się, jak najlepiej przedstawić je Wam w perfumerii. Co ciekawe, nie zawsze wracam z Mediolanu z takim entuzjazmem. W ubiegłym roku byłam znacznie bardziej ostrożna. Mniej rzeczy mnie zachwyciło. Mniej nowości wydawało się przełomowych. Tym razem było inaczej. I jestem za to ogromnie wdzięczna. Wdzięczna również za coś jeszcze. Za czas. Za możliwość wyjazdu z moim mężem. Za kilka dni spędzonych bez pośpiechu, między pracą a odpoczynkiem.
Przez całkowity przypadek zarezerwowałam hotel daleko od targów. Początkowo wydawało mi się to pomyłką. Dziś wiem, że był to jeden z najlepszych przypadków tego wyjazdu.
Po intensywnych dniach pełnych zapachów, rozmów i emocji mogliśmy spacerować po okolicznych parkach, pobyć w ciszy, uporządkować myśli i po prostu nacieszyć się wspólnym czasem.
Dzięki temu te trzy dni były idealnie zbalansowane. Była praca. Były inspirujące spotkania. Były piękne perfumy. Były relacje. Była natura. Był czas na refleksję. I była wdzięczność.
Dlatego wracam z Mediolanu z czymś znacznie cenniejszym niż katalogi nowości i próbki perfum.
Wracam z przekonaniem, że najpiękniejsze rzeczy w tej branży wciąż rodzą się z autentycznych relacji, pasji i rozmów między ludźmi, którzy naprawdę kochają zapachy.
A już wkrótce opowiem Wam o trzech markach, które skradły moje serce podczas tegorocznego Esxence.
Pozdrawiam,
Monika





































Cookies